Recenzja gry: "Undercover: Operation Wintersun"

okładka

Zapraszamy na recenzję gry:

"Undercover: Operation Wintersun"

Tematyka największego konfliktu w dziejach - II wojny światowej - od lat fascynuje masę miłośników historii. Należę do tego grona; namiętnie oglądam rewelacyjny program Bogusława Wołoszańskiego, pogrywam w tematyczne produkcje, a także od czasu do czasu staram się zapoznać z literaturą, opisującą wydarzenia tamtych czasów. To ostatnie wychodzi najgorzej, bowiem zazwyczaj książki autorstwa historyków napisane są tak drętwym i płaskim językiem, że wyzwaniem wydaje się przebrnięcie pierwszej strony. Pozostają wówczas świetne artykuły publikowane w Focusie Historia…

Ale odbiegliśmy nieco od tematu. "Undercover: Operation Wintersun" to gra przygodowa point-and-click, osadzona w czasach II wojny światowej. Wcielamy się w rolę Johna Russela, brytyjskiego naukowca - fizyka konkretnie - zwerbowanego przez wywiad Jej Królewskiej Mości. W ręce MI6 wpadają mocno ogólnikowe niemieckie plany dotyczące tajnej, niezidentyfikowanej broni, przy pomocy której hitlerowcy zamierzają odmienić bieg historii i zwyciężyć w najkrwawszym z konfliktów. Jako, że wojskowi znakomicie nadają się do agresji, natomiast ich wiedza nieco szwankuje, zmuszeni są do poszukania pomocy u specjalisty. Specjalisty, który powinien zbadać ewentualne zagrożenie u źródła; w samym sercu III Rzeszy, w Berlinie. Proszę się pakować panie Russel, ojczyzna pana potrzebuje.

Na samej stolicy Niemiec się oczywiście nie skończy, za co producentom należy się uniesiony w górę kciuk. Odwiedzimy chociażby słynny Stalingrad, a także wiele innych pomniejszych, acz równie interesujących lokacji. O ile nie można mieć raczej zastrzeżeń co do oprawy wizualnej, o tyle jednak pewien mankament, nieco z tym związany, bardzo irytuje. Otóż raz kliknięty element otoczenia nie znika - jak np. w grze "Nibiru" - a pozostaje na miejscu, wciąż dostępny dla gracza. Przy sporym nagromadzeniu szczegółów i interaktywnych przedmiotów do szału może doprowadzić kwestia, dziewiąty raz powtórzona przez głównego bohatera.

Zagadki stoją na średnim poziomie - i nie mam na myśli stopnia trudności, tylko ogólne ich zaplanowanie. Nie cierpię łamigłówek wciskanych na siłę, jakby nasz heros nie mógł przejść dziesięciu kroków bez wytężania zwojów mózgowych. A dodatkowo jest to często wytężanie bezsensowne… Już na samym początku nie możemy poradzić sobie z agresywnym krukiem, musimy głowić się (jakby ptaszyska nie dało się po prostu przepędzić) co z nim zrobić, aby w końcu przekupić go wyciągniętym ze śmietnika ziemniakiem (bardzo realistyczne). Zaraz później za pomocą gumowego węża, uchwytu i kamieni konstruujemy prowizoryczną procę i odwracamy uwagę hitlerowskich strażników… Kreatywność to cecha pożądana, jednak nadużywana, przeradza się w śmieszność.

R E K L A M A

Poza tym zagadki są raczej trudne. Trudne i niekonwencjonalne, bo w większości tego typu gier zamknięty zamek otworzysz drutem/spinką/skradzionym kluczem, zaś tutaj będziesz musiał wymieszać odpowiednie ingrediencje, ażeby stworzyć kwas i zamek rozpuścić. Rozmiękczanie kitu spirytusem i wydrapywanie go przy pomocy śrubokręta to tylko kolejny przykład, których występuje mnóstwo… Większość zadań polegać będzie na tradycyjnym połączeniu dostępnych w  inwentarzu rzeczy i użyciu ich na otoczeniu. Znajdziemy także łamigłówki logiczne, czyli mój ulubiony element przygodówek - w końcu tego twórcy raczej nie zepsują niedoróbkami lun nadmiernym wymyślaniem. Dodano również parę czasówek, ale przyznam, że niezbyt rozumiem ten zabieg, skoro w ramach niepowodzenia natychmiast wracamy do początkowego stanu. Przecież i tak możemy zastanawiać się wieczność, jedynie podzieloną na etapy… Twórcy przygotowali także pewne ułatwienie dla początkujących - w opcjach gry możemy włączyć tryb, w którym po naciśnięciu odpowiedniego klawisza wyświetlą się wszystkie dostępne w otoczeniu przedmioty. Udogodnienie znaczne, zwłaszcza dla tych mniej spostrzegawczych, do których i ja się zaliczam.

Słówko należy się polonizacji gry, która wypadła bardzo przyzwoicie. Szczególnie znakomity, profesorski ton głównego bohatera przypadł mi do gustu; właśnie w taki sposób powinien formułować myśli niewysoki uczony w obowiązkowych okularkach. Inni także dotrzymują kroku, co tylko potwierdza lansowaną tezę, w myśl której Polacy znakomicie sprawdzają się przy dubbingowaniu gier. Niestety nie mogę pochwalić napisów, gdyż znalazłem w nich kilka łatwych do wyłapania, niezgrabnych literówek. Korektorzy najwidoczniej nie odrobili pracy domowej.

Muzykę w grze najlepiej oddaje określenie „średnia”. Owszem, przyjemnie jej posłuchać, ale żebym zorientował się, iż ktoś odłączył mi głośniki, pewnie musiałbym poczekać do kolejnej kwestii Russela. Zawsze powtarzam, że w przygodówkach oprócz kwintesencji (czyli zagadek) istnieje jeszcze Święta Trójca – fabuła, klimat i muzyka właśnie. Pod tym względem "Undercover" z pewnością nie zapisze się w annałach gatunku.

Kolejną wadą, o której z redaktorskiego obowiązku muszę wspomnieć, jest niezadowalający czas rozgrywki. Wprawnemu zawodnikowi (lub takiemu nader często korzystającemu z solucji) ukończenie gry zajmie zapewne jeden długi wieczór. To stanowczo zbyt mało, jak na produkcję komputerową - zwłaszcza, iż przecież sceneria II wojny światowej daje niemal nieograniczone pole do szpiegowskich tajemnic, nierozwiązanych szyfrów, zamkniętych na cztery spusty sejfów i tym podobnych, interesujących rzeczy. Niestety, potencjał ten w brawurowy sposób zmarnowano.

Podsumowanie

Podsumowanie gry "Undercover: Operation Wintersun" zależy przede wszystkim od naszych oczekiwań. To gra niezła - pytanie, czy AŻ niezła, czy TYLKO niezła. Moim zdaniem to drugie; mogła odświeżyć oblicze przygodówek i stać się pozycją co najmniej rozpoznawalną, gdyż uderzała w oryginalne klimaty, a nie skupiała się na tajemnicach Majów, Inków, Azteków czy zapomnianych indiańskich plemion. Porządna wojenna intryga z pewnością spotkałaby się z ciepłym odzewem ze strony graczy.

Jeszcze dobra wiadomość na koniec - gra odpala na nowszych Windowsach, mogą jednak wystąpić problemy z odtwarzaniem filmików czy zmienianiem opcji (np. zmiana rozdzielczości lub włączenie trybu dla początkujących).

Screens

kliknij aby powiększyć

undercover-operation-wintersun-okladka

"Undercover: Operation Wintersun"

Podsumowanie
Recenzja gry: "Undercover: Operation Wintersun"
Plusy Nagroda
  • Klimat II wojny światowej
  • Niektóre lokacje
  • Poziom trudności
  • Dubbing
hardware.info.pl poleca 5 gwiazdek ocena 7 plus
Minusy
  • Za krótka
  • Niektóre zagadki
  • Powtarzające się dialogi
  • Muzyka nie porywa...
Ocena

"Podsumowanie gry "Undercover: Operation Wintersun" zależy przede wszystkim od naszych oczekiwań. To gra niezła - pytanie, czy AŻ niezła, czy TYLKO niezła. Moim zdaniem to drugie [...]"

 

 

Udostępnij

Wstecz